Majówka w Jabłonkowie 30.04.-03.05.2016r.

Na majówkę wyjechaliśmy po raz kolejny do Jabłonkowa do Sióstr Elżbietanek. Wyruszyliśmy busem spod Fody po 12. Po drodze zatrzymaliśmy się na chwilę w domu rodzinnym o. Miłosza, a potem na godzinę w Skoczowie u p. Teresy Kowalczyk, przyjaciółki Fody. W Skoczowie dotarli do nas Paweł i Agata, którzy wyjechali z Katowic później. Do Jabłonkowa dojechaliśmy popołudniu. Po rozpakowaniu się była Msza Św., a po niej obiado-kolacja. Będąc w sklepie kupiliśmy filmy po czesku: Gwiezdne Wojny, Kopciuszka i Czarownicę. Pierwszego wieczoru rozłożyliśmy na podłodze materace i przy popcornie obejrzeliśmy Gwiezdne Wojny (Jedajowie).

Następny dzień rozpoczęliśmy od Mszy, po której na śniadanie była pyszna jajecznica. Po śniadaniu udaliśmy się na Kozubową. Trochę gonił nas czas, więc część szlaku pokonaliśmy busem, a potem szliśmy półtorej godziny w górę. Niestety do szczytu nie dotarliśmy. Czas nas gonił, ponieważ wieczorem parę osób pojechało do Rybnika na żużel i odwieźć Pawła pielęgnierza, który musiał wracać na poniedziałkowy dyżur. W międzyczasie dziewczyny zorganizowały sobie aerobik. Po powrocie z meczu obejrzeliśmy Popelka, czyli Kopciuszka.

Kolejny dzień, jak każdy, zaczęliśmy od Mszy. Poniedziałek spędziliśmy na gotowaniu i kolejnym aerobik, tym razem przeprowadzonym przez Darię. W kuchni Paweł walczył z naleśnikami i po paru nieudanych kolejne wychodziły idealnie. Do nich mieliśmy przygotowany, również przez Pawła, farsz z kurczaka, nutellę z bananami i mus jabłkowy. Po obiedzie był czas na odpoczynek i naukę (tak ludzie uczyli się na majówkę), a następnie pojechaliśmy do Cieszyna odwieźć na busa Darię i odebrać Pawła. Wieczorem została przygotowana kolejna porcja naleśników. Jeszcze przed kolacją poszliśmy do kaplicy na adorację połączoną z Nabożeństwem Majowym. Na koniec dnia obejrzeliśmy ostatni film, czyli Zlobę (Czarownicę).

Ostatni dzień stał pod znakiem gotowania. Tym razem Paweł, który był głównym kucharzem wyjazdu, przyrządził makaron z dwoma sosami do wyboru: serowym i bolognese. Były pyszne. Resztę dnia spędziliśmy na odpoczynku i nauce. Wieczorem spakowaliśmy się, o. Miłosz odprawił Mszę Świętą i ok. 21:30 ruszyliśmy do domu. W Katowicach byliśmy przed 23.

To był wyjątkowy wyjazd w kameralnym gronie, który będziemy wspominać jeszcze długo. Teraz czekają nas obchody 50-lecia, a w sierpniu kolejny wyjazd. Tym razem kierunek Chorwacja.